Aktualności

Назад

Kazanie arcybiskupa M. Mokrzyckiego na pogrzebie biskupa Jana Niemca.

: 2529 2020-11-05 21:30:03

Czcigodni Bracia w posłudze biskupiej!
Droga Rodzino zmarłego Księdza Biskupa Jana!
Drodzy Kapłani i Osoby Życia Konsekrowanego!
Umiłowani Bracia i Siostry!

Św. Antoni z Padwy mawiał: „Nic pewniejszego od śmierci. Nic bardziej niepewnego od jej godziny”. Przywołuję te słowa w bardzo znamiennym czasie, gdy przeżywamy Oktawę Uroczystości Wszystkich Świętych i gdy wspominamy Wszystkich Wiernych Zmarłych. W te szczególne dni przybliża się do naszego życia tak bardzo oczywista prawda, że istnieje śmierć, oraz wyraźniej słyszalne są słowa: „Wierzę w świętych obcowanie”.

Spoglądając na trumnę zmarłego Księdza Biskupa Jana, te dwa fakty przemawiają do nas z całą mocą. Widzimy bowiem działanie śmierci, która wyrwała spośród nas osobę, będącą dla jednych krewnym, dla innych przyjacielem, kolegą z seminarium i rocznika święceń, wychowawcą i kierownikiem duchowym, wreszcie biskupem, który za św. Janem Chrzcicielem powtarzał: „Oto Baranek Boży”.

To działanie śmierci, bez wątpienia napełniło nas smutkiem i głębokim żalem, ponieważ po ludzku, wszystko zakończyło się zbyt szybko.

Jest jednak coś, co pozwala nam żyć nadzieją, i jest to wiara w świętych obcowanie, wiara w szczęśliwe i błogosławione życie, jakie zostało nam obiecane na Chrzcie Świętym, pod warunkiem, że będą przepasane nasze biodra i zapalone pochodnie, a my zawsze gotowi, aby otworzyć drzwi, gdy zastuka Pan nieba i ziemi, Pan naszego wczoraj, dzisiaj i błogosławionej wieczności.
Wobec takich faktów trzeba być zawsze przygotowanym na ten dzień i życie swoje uczynić nieustannym czuwaniem, bez względu na ilość przeżytych lat, ponieważ w chwili, w której się nie domyślamy, przychodzi Syn Człowieczy. Bardzo dobitnie potwierdza tę prawdę dzisiejsza Ewangelia, którą przed chwilą słyszeliśmy, a w której Jezus przestrzega swoich uczniów, aby byli czujni i przygotowani na moment przyjścia Syna Człowieczego.

Taką naukę głosił przez trzydzieści trzy lata swej posługi w Kościele zmarły Biskup Jan, przygotowując wiernych na ten jedyny w życiu moment, jakim jest spotkanie z Bogiem w godzinie ziemskiej śmierci, która przychodzi, nie wtedy, kiedy człowiek chce, ale wówczas, gdy wypełni się czas wędrówki w stronę Domu Ojca. Dlatego spoglądając na trumnę Biskupa Jana, widzimy dopełniony czas jego myśli, mowy i postępowania, a pełni nadziei, wiary i miłości, dziękujemy Bogu za jego spełnione życie, za ofiarną posługę w Kościele.

Dziękujemy za głoszone Słowo Boże, z którym nastawał w porę i nie porę, kiedy trzeba wykazywał błąd oraz podnosił na duchu i pocieszał.

Dzisiaj po raz ostatni głosi nam kazanie, tym razem jest ono bez słów, a jedynym pouczeniem jakie nam pozostawia, jest świadectwo przemijalności, dopłynięcia do brzegu jednego życia, aby rozpocząć drugie, tym razem wieczne.

Umiłowani Bracia i Siostry!

Śmierć dla człowieka wierzącego, tym bardziej dla biskupa, jest powołaniem do nowego życia. To Jezus Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały, który przyjął naszą ludzką naturę, może przekazać wszystkim życie, które ma w sobie i do którego zostaliśmy powołani w dniu Chrztu świętego.

Zatem śmierć stanowi początek nowego życia, a sam Jezus jest tym życiem, dlatego przyjmujemy Jego słowa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” oraz: „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł żyć będzie”.
Dzisiaj, stojąc nad trumną Biskupa Jana, powtarzamy za Chrystusem: „Księże Biskupie będziesz żył, bo wierzyłeś w Chrystusa” i wypowiadałeś przy codziennym brewiarzu słowa „Moje serce zaufało Panu”, a przejawem tej ufności była wiara w słowa Jezusa: „kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”.

Stojąc nad trumną Biskupa Jana pragnę o jego śmierci powiedzieć pełnymi nadziei słowami: „Śmierć sprawiedliwych nie jest śmiercią: to prawdziwe narodzenie. Kościół w nadzwyczajnej swej mądrości nie nazywa dnia śmierci inaczej jak dzień narodzin – dies Natalis”. Twoim „Dies Natalis” był 27 października, miejscem - szpital w Łańcucie, a oczekiwaniem na zmartwychwstanie, będzie katedra w Kamieńcu Podolskim, do której przed dwudziestu ośmiu laty wyruszyłeś jako misjonarz, aby wesprzeć odradzający się Kościół w Ukrainie. Zawędrowałeś wówczas na Podole, gdzie ofiarnie służąc Bogu i ludziom, kształciłeś i wychowywałeś pokolenia nowych kapłanów.

Nie ma ich wszystkich tutaj, ponieważ pandemia nie pozwoliła im przybyć, ale wierzę, że tam na Podolu, gdzie jest twój dom, wielu ze łzami w oczach stanie na progu katedry i biorąc twoją trumnę na ramiona, wniesie ją jako kamień węgielny ich wiary i kapłańskiej posługi. Stanie się tak, dzięki decyzji rodziny, która dopełniając twoje misyjne dzieło, wyrażone przed laty w słowach skierowanych do Boga – „Oto ja! Poślij mnie!”, zgadza się, abyś powrócił, do wybranego przed laty miejsca. Za tę waszą decyzję, szczerze wam dziękujemy, doceniając w niej waszą wiarę i miłość do swego brata.

Dziękujemy wam, że pozwoliliście, aby kapłani i lud wierny Podola, mógł przy katedralnym ołtarzu, gdzie Biskup Jan często stawał do sprawowania Ofiary Mszy św., powtórzyć błagalną prośbę: „Niech aniołowie zawiodą go do raju”, ponieważ on zasłużył na to miejsce, gdyż nie żył dla siebie, lecz dla Pana i w życiu i śmierci należał do Pana.

Tej przynależności uczył właśnie stamtąd. Czynił to w szczególnym znaku błogosławionego cierpienia, które tak bardzo zagościło w jego życiu. Zapewne, gdy podczas święceń biskupich, leżąc krzyżem na posadzce katedry i przywołując wstawiennictwa Wszystkich Świętych, nie spodziewał się, że ten krzyż naznaczy jego biskupią posługę. A gdy wziął go na swoje ramiona, to ku naszemu zbudowaniu mówił, że nie ma innej drogi zbawienia niż poprzez Krzyż i cytował słowa Jezusa: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” i za św. Pawłem Apostołem powtarzał: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół”. Tym Kościołem była diecezja kamieniecka. W niej dopełniało się jego trwanie w Chrystusie, cierpiącym Zbawicielu.

Sens cierpienia odkrywał też w słowach zapisanych przez św. Faustynę w Dzienniczku: „Jedna jest cena, za którą się kupuje dusze – a tą jest cierpienie złączone z cierpieniem Moim na krzyżu. Miłość czysta rozumie te słowa, miłość cielesna nie pojmie ich nigdy. (Dz 324).

Te słowa były również jednymi z ostatnich, jakie przekazał i prosił, by je umieścić w duchowym testamencie.

One w tym jakże trudnym czasie są dla nas darem umierającego Biskupa, który cierpiąc, niesie krzyż za tych, co go zgubili; który modląc się cierpieniem, woła do Boga - „przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”; który cierpiąc, nie płacze nad sobą, ale nad postawą niewiary i nienawiści; który wreszcie cierpieniem katechizuje, że można wytrwać do końca i mieć pewność zbawienia.

Kochani Bracia i Siostry!

Święty Jan Paweł II, w odniesieniu do śmierci i przemijalności, tak pisał w „Tryptyku rzymskim”: „I tak przechodzą pokolenia. Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, z której zostali wzięci”. Po latach od napisania tych słów, spoglądając na trumnę zmarłego Biskupa Jana, odkrywamy dzisiaj zachętę, którą w dalszej części św. Jan Paweł II zamyka w słowach: „Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens - ma sens…”.

Ten sens ukazuje nam każda śmierć, kiedy stajemy nad trumną zmarłej osoby i patrzymy oczyma wiary na zakończone życie. Św. Jan Paweł II tak na temat śmierci mówił w czasie pogrzebu jednego z kardynałów: „Śmierć, której człowiek wierzący doświadcza jako członek mistycznego Ciała, otwiera drogę prowadzącą do Ojca”. A za św. Franciszkiem z Asyżu z wielką nadzieją powtarzamy: „Bądź pochwalony, mój Panie, za śmierć, siostrę naszego ciała”.

Ten sens ukazuje nam dzisiejszy dzień, dlatego też potrafimy powiedzieć – bądź uwielbiony Panie za życie i za śmierć ciała. Bądź uwielbiony Panie w nowym życiu Biskupa Jana, który jako sługa dobry i wierny, staje przed Tobą. On pomnożył ofiarowane talenty. On był dobrym pasterzem. On nie zgubił krzyża lecz doniósł go na Golgotę swego życia. On ukończył bieg, ustrzegł wiarę, dlatego prosimy, ofiaruj mu Boże wieniec sprawiedliwości. A jeśli zdarzyły się chwile ludzkiej ułomności, to wspominając dobro jego życia, z wiarą spoglądamy w stronę miłosierdzia Bożego i wypowiadamy modlitwę prośby – Zmiłuj się nad nim Panie w miłosierdziu swoim, w ogromie swej litości, zgładź jego nieprawość, obmyj go zupełnie z jego winy i oczyść go z jego grzechu. Przyjmij cierpienie i samotność jego ostatnich dni i daj mu wieczny odpoczynek. Amen.



Назад