Wraz z matką i siostrą, a po śmierci matki już tylko z siostrą Ireną oraz z gronem nauczycieli szkolnych i akademickich uczyły katechezy, historii Polski, literatury i języka polskiego czy łaciny. Omawiano tematy, których z powodów politycznych nie wolno było poruszać w polskich szkołach. W zwykłym mieszkaniu, bez żadnego wsparcia z zewnątrz, powstała placówka, w którym dzieci dostawały prawdę w najczystszej postaci i drogowskazy, które nigdy nas nie zawiodą. A osoby potrzebujące – ciepły posiłek i opiekę. Siostry założyły też teatrzyk. Zajęcia prowadziły aż do lat 90. XX wieku. To dla nas swoich wychowanków, pani Wisia pisała sztuki, przygotowywała jasełka, urządzała św. Mikołaja i pisała teksty piosenek. Przesłanie jednej z nich pozostanie z nami na zawsze:
Wszyscy zawsze się kochajmy i z serca, i z woli,
A rozdzielić się nie dajmy w dobrej i złej doli.
Pani Jadwiga była uosobieniem dobra, ciepła i troski, które sprawiało, że mimo upływających lat wszyscy czuliśmy się przy niej jak dzieci, gdy brała nas za rękę i witała na progu domu. Dziś, gdy należy opisać ją w jakiś sposób słowami, tylko fragment Listu do Koryntian może oddać prawdę o niej: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje”. Taka właśnie była i niech dobry Bóg wynagrodzi jej teraz całe dobro, które niosła przez całe życie innym ludziom.
Czas był nieubłagany i zabierał nam po kolei wszystkie najważniejsze postaci z naszego małego środowiska. Aż została tylko ona, coraz drobniejsza starsza pani w saloniku przy dawnej ul. Potockiego. "Wierzę w Boga i Lwów" - pod taką deklaracją poetki Maryli Wolskiej mogłaby się pewnie podpisać bez wahania. Zawsze czekała na odwiedziny swoich wychowanków. Machała na pożegnanie z okna. Potem już nie, bo nie miała siły. Chorowała. Była coraz słabsza. Wspominała coraz częściej wydarzenia z dzieciństwa.
Do końca opiekowały się nią lwowskie siostry józefitki.
Z licznych odznaczeń przyznanych jej po 1989 roku warto przypomnieć, że w 2006 r. siostry Irena i Jadwiga Zappe uhonorowane zostały Krzyżami Kawalerskimi Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej. W 2008 otrzymały nagrodę Kustosz Pamięci Narodowej przyznawaną przez IPN. Kilka lat temu Jadwiga Zappe (1926-2020) otrzymała Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej.
Za: Album.Lwowski