Inni przybyli autokarami, samochodami, aby dołączyć do wspólnej modlitwy, jeszcze inni po prostu zamknęli drzwi domów i przyszli do swej Matki. W tym pielgrzymowaniu połączył nas jeden cel, którym jest spojrzenie w oczy Matki i powierzenie Jej swojej codzienności, nie zawsze łatwej i radosnej, nie zawsze szczęśliwej i udanej, ale zawsze gotowej na przyjęcie pouczenia Matki.
Przed kilku laty trafił w moje ręce bardzo ciekawy artykuł, którego tytuł „Pięć słów” zachęcił mnie do jego przeczytania. Dzisiaj chciałbym podzielić się z wami kilkoma fragmentami tego, co wówczas przeczytałem.
Autor artykułu tak rozpoczynał: „Wokół głównego dworca wielkiego miasta, każdego dnia i nocy spotykali się ludzie z marginesu – włóczędzy, złodzieje, narkomani. Widać było, że są nieszczęśliwi i zrozpaczeni. Długie brody, zaropiałe oczy, trzęsące się ręce, łachmany, brud. Bardziej od pieniędzy potrzebowali słów pociechy, by móc żyć. Ale dziś nikt nie potrafi dać tych rzeczy.
Wśród nich wyróżniał się jeden człowiek – brudny, o długich zaniedbanych włosach, który krążył pośród innych rozbitków miasta, jakby miał osobistą tratwę ratunkową.
Gdy życie wydawało się tragiczne, w chwilach samotności i najczarniejszego lęku, młody człowiek wyciągał ze swej kieszeni kartkę papieru, potłuszczoną, pogniecioną i czytał ją. Potem starannie ją składał i chował do kieszeni. Czasami całował ją, przykładał do serca lub czoła. Lektura tej kartki natychmiast wywoływała zmianę nastroju. Młodzieniec wydawał się podniesiony na duchu, nabierał odwagi i pewności siebie.
Co było napisane na tej tajemniczej kartce?
Odpowiedź na to pytanie nurtowała dziennikarza, który obserwował bezdomnych i szczególną uwagę zwrócił na tego młodego człowieka. Ciekawość spowodowała, że zapytał o tę kartkę, a tak naprawdę o to, co tam jest napisane. Młody bezdomny człowiek odpowiedział, że jest tam zaledwie pięć słów. Napisał je jego ojciec, który najpierw kazał opuścić mu dom, a po kilku miesiącach odnalazł go na dworcu i wręczył list. W tych pięciu słowach ojciec zawarł swoją wolę, do której ja muszę dojrzeć aby ją wypełnić – powiedział bezdomny i podał dziennikarzowi kartkę papieru, a ten przeczytał pięć słów – małe drzwi są zawsze otwarte.”
Ta prawdziwa historia ukazuje nam młodego człowieka, któremu pewnego dnia zawaliło się życie. Przyczyną tego, nie był jego ojciec, który nakazał mu opuścić dom, lecz on sam i jego postępowanie. Utracił zaufanie swojego ojca, a wraz z nim utracił dom. Bunt i gniew spowodowały, że ich drogi rozeszły się, ale nigdy nie zapomnieli o sobie. Żyli blisko siebie ale zarazem bardzo daleko. Jedyne co ich łączyło, to rozmyślanie nad tym smutnym epizodem w ich życiu.
W tym rozmyślaniu miłość nie dawała spokoju i tęsknota za sobą nie dawała spokoju. Trzeba było zrobić pierwszy krok. Odwagą wykazał się ojciec i jego pięć słów – małe drzwi są zawsze otwarte, to znaczy dom mój jest otwarty - wracaj. I wrócił, gdy dojrzało jego sumienie i gdy dorósł do przyjęcia wyciągniętej dłoni.
Kochani moi!
To opowiadanie ukazuje doskonale, jak miłość zwycięża podziały, niezgodę i buduje na nowo wspólnotę pomiędzy nami ludźmi. Tak właśnie wygląda miłosierdzie, czyli odszukanie siebie w tłumie i spojrzenie w prawdzie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Miłość nigdy nie burzy, ona zawsze buduje i łączy.
Dlatego jesteśmy u Matki Pokoju i Pojednania, której drzwi są zawsze otwarte, która zawsze wskazuje na Jezusa, jako drogę i prawdę, jako światłość i bezpieczeństwo, jako Zbawiciela, który przyszedł, aby dźwigać nasze słabości.
Jesteśmy tutaj, aby zawierzyć siebie, rodzinę i Ojczyznę Matce, aby zaprosić do przejścia przez małe otwarte drzwi wszystkich, którym brakuje jeszcze światła wiary i pewności, że Maryi można zawsze zaufać.
Dlatego warto dzisiaj w tym szczególnym miejscu, pytać - jakie drogowskazy na naszej życiowej pielgrzymce daje nam Najświętsza Maryja Panna?
Odpowiadając na to pytanie chcę powiedzieć, że przede wszystkim uczy nas, iż podstawowym i najważniejszym zadaniem każdego z nas jest zaufanie Bożej woli i realizacja Bożego powołania. Maryja uczy nas tej najpiękniejszej i najtrudniejszej sztuki. Uczy, jak złączyć swoje życiowe drogi z celem chrześcijańskiego życia, jakim jest zbawienie i życie wieczne. Ona przypomina nam, że ostatecznym celem naszego życia jest prawdziwy dom, gdzie Ojciec niebieski oczekuje na każdego i każdą z nas.
Matka Boża chce, byśmy wszyscy do tego domu dotarli. Dlatego zaprasza do pokornej i ufnej wiary w wolę Boga, wskazując wszystkim ludziom, że nie ma piękniejszej i lepszej drogi, jak tylko trwanie przy Jezusie i towarzyszenie Mu w każdym etapie życia, stawiając swoje kroki przy Jego krokach.
Maryja pomaga nam również wtedy, gdy nasze życiowe drogi pójdą w złym kierunku. Gdy zwiedzeni pokusami tego świata zgrzeszymy i oddalimy się od Boga. Gdy uwierzymy złudzeniu nieograniczonej wolności, która rzekomo pozwala odrzucić człowiekowi Boga i Jego przykazania. W tych chwilach słabości, w chwilach duchowego zagubienia, Matka Miłosierdzia nieustannie prowadzi nas do nawrócenia. Wskazuje nam źródło odkupienia, jakim jest Boże Miłosierdzie. Pomaga nam pokonywać słabości i stale odbudowywać więź z naszym Ojcem. I dzisiaj Tej Matce polecamy pogubionych życiowo i chcemy im powiedzieć, odwróćcie się od złych myśli i pragnień, odnajdując drogę miłosierdzia i jedności.
Matka Jezusa uczy nas także tego, aby nasze codzienne drogi prowadziły również ku drugiemu człowiekowi. Pokazuje nam, jak można pięknie kochać, ofiarując całego siebie drugiemu człowiekowi. Uczy nas, jak wspaniałe może być ludzkie życie, jeśli budowane jest na fundamencie Bożych przykazań, spośród których największe i najważniejsze jest przykazanie miłości.
Taka jest dzisiaj katecheza naszej Matki. Nie wolno nam udawać, że tego nie widzimy ani nie rozumiemy.
Umiłowani Bracia i Siostry!
Wielki marszałek Francji z czasów Pierwszej Wojny Światowej Ferdynand Foch, odbywając przegląd wojsk na froncie, usłyszał jak jeden z oficerów kpił sobie z żołnierza, któremu z kieszeni wypadł różaniec – „Myślisz, że różańcem wygrasz wojnę?”
Usłyszawszy te słowa marszałek Foch podszedł do oficera i wyciągnąwszy ze swej kieszeni różaniec, pokazał go oficerowi mówiąc – „Wiedz, panie oficerze, że ja codziennie odmawiam różaniec i zaręczam, że Francja więcej zawdzięcza tej modlitwie, aniżeli moim zdolnościom strategicznym”.
Zatem jeżeli trwamy przy Maryi, to dobry oręż mamy w swych dłoniach i nie wolno nam go wypuścić ani porzucić. Dobrze o tym wiedział św. Jan Paweł II dlatego nauczał o różańcu: „Pewne okoliczności historyczne sprawiają, że to przypomnienie o modlitwie różańcowej nabiera szczególnej aktualności. Pierwszą z nich jest pilna potrzeba wołania do Boga o dar pokoju. Odmawiając zatem różaniec, nie można nie czuć się wyraźnie zobowiązanym do służby sprawie pokoju.”
Módlmy się zatem o pokój, o ustanie wojen i bezpieczną codzienność wolną od zagrożenia. Módlmy się za prześladowanych chrześcijan aby mogli bez przeszkód wyznawać swoja wiarę. Módlmy się za siebie nawzajem, abyśmy byli ludźmi pokoju i dobra.
Tu, u Matki Pokoju i Pojednania, powierzajmy nasze skłócone myśli, abyśmy stanowili jedno serce i jednego ducha.
Tu, u Matki Pokoju i Pojednania, powierzajmy nasze słowa, aby nigdy nie obrażały nikogo, lecz podnosiły na duchu i pokrzepiały wiarę.
Tu, u Matki Pokoju i Pojednania, prośmy za naszą Ojczyznę, aby dla każdego była miejscem szczęśliwego życia, pozbawionego wszelkiego rodzaju poniżania kogokolwiek.
Tu u Matki Pokoju i Pojednania, wołajmy, abyśmy byli wspólnotą Kościoła, obdarzonego pokojem i jednością, naszych słów, czynów i myśli. Amen.