Czcigodni Kapłani i Osoby Życia Konsekrowanego!
Kochani Bracia i Siostry!
Wspólnota Kościoła, którą jesteśmy, zrodziła się, jak słyszeliśmy, z tajemnicy odkupienia, jaką przeżywamy i zwracamy na nią szczególną uwagę, trwając w Wielkanocnej radości.
Jako wspólnota Kościoła jesteśmy świadkami prawdy, że nasz Pan Jezus Chrystus, skazany za Poncjusza Piłata, został umęczony i ukrzyżowany, umarł i został złożony do grobu, a po trzech dniach Zmartwychwstał, jak oznajmia nam Pismo, a w nim świadectwo świadków tego wydarzenia.
I tak jak św. Jan Apostoł, który wraz ze św. Piotrem biegł do grobu, tak i my, w tym świętym czasie zaglądamy do grobu. Czy jednak potrafimy powtórzyć za Apostołem – zobaczyłem i uwierzyłem. A skoro zobaczyłem i uwierzyłem, czy jestem świadkiem Zmartwychwstałego?
To pytanie – czy jestem świadkiem? – dzisiaj nabiera szczególnego znaczenia. Dzieje się tak za przyczyną wojny i związanej z nią trudnej sytuacji, jaką przeżywa naród ukraiński, a w nim wspólnota Kościoła. Wojna okryła cieniem tegoroczne Zmartwychwstanie.
W wielu miejscach naszego kraju nie tylko nie było rezurekcyjnej Mszy świętej, ale w wielu miejscach nie było nawet Triduum Paschalnego. Nie wszędzie ludzie mogli przygotować świąteczne śniadanie wielkanocne, ponieważ ich domy zostały zburzone. Dla wielu poświęcone jajko, symbol życia, nabrał niezwykłego wymiaru, kiedy trzeba było się nim podzielić w ruinach i zgliszczach. Wojna zabrała ludziom radość tego najważniejszego święta. Jakże trudno jest mówić o tym bez wzruszenia i żalu. Nie myślałem, że dożyję kiedykolwiek takich czasów, kiedy zbrodnia kainowa nie będzie tylko w opisie biblijnym, ale pomiędzy nami ludźmi, rzeczywistością najprawdziwszą z prawdziwych.
Jednak pomimo tak trudnych okoliczności, wiara dała nam odwagę, aby ponad gruzami i ruinami, ponad tą ogromną nienawiścią, ogłosić, że z nami jest obecny Zmartwychwstały Jezus, a słowa sekwencji wielkanocnej: „Śmierć zwarła się z życiem i w boju o dziwy, choć poległ wódz życia, króluje dziś żywy”, niosą nadzieję na zwycięstwo miłości i pokoju.
I chociaż na naszej ziemi śmierć zwarła się z życie, co widać w tak wielu miastach i wioskach, chociażby w Mariupolu i Irpinie, w Charkowie i Buczy, w Chersonie, czy pośród zbombardowanych szpitali, szkół i całych miast i wiosek, to jednak warto wołać, jako świadkowie Zmartwychwstałego Syna Bożego, że śmierć przegra!
I chociaż zadaje ona dzisiaj cierpienie i połączyła swoje siły z nienawiścią, to ostatecznie ona przegra, bo ona nie jest życiem. Zwycięskim życiem jest Zmartwychwstały Jezus!
Dlatego będąc pośród was, niosąc ze sobą cierpienie dzieci, matek i ojców, oraz odwagę tych, co bronią tak dzielnie Ojczyzny, ośmielam się wołać, mimo bólu i rozpaczy – Alleluja! Jezus żyje! A wraz z Nim żyje nasza wiara, żyje nadzieja i nie umiera miłość! Żyje zraniona Ukraina. Żyje Kościół, w którym króluje Chrystus, a w wraz z Nim króluje miłość, a nie złość; życie a nie śmierć.
Dzieje się tak dlatego, że wybraliśmy pośród ucisku i utrapienia Chrystusa, a wraz z Nim zwycięstwo, bo kto wierzy w Boga, widzi Jego obecność w swoim życiu.
Kochani Bracia i Siostry!
Gromadząc się w Roku Krzyża Świętego w tym jakże ważnym miejscu na mapie Ukrainy, gdzie kalwaryjskie drogi prowadzą nas ku Chrystusowi, jaki przechodzi pomiędzy nami i znaczy naszą ziemię miłością krzyża, stajemy pod tym znakiem zbawienia i wołamy – przymnóż nam wiary, a wraz z nią ofiaruj nam pokój.
Jeśli dziś zatrzymujemy się przy krzyżu, to po to, aby on stał się dla nas zwycięskim znakiem miłości, ożywieniem naszej wiary i umocnieniem nadziei, na rychły pokój i wolność, pozbawioną lęku.
W tym trudnym czasie, proszę ciebie, właśnie tutaj, na Kalwarii, zobacz swoimi oczami i ukochaj swoim sercem krzyż Chrystusowy i pielgrzymuj do tego znaku. Stawaj pod tym znakiem oraz przybliżaj i przytulaj się do drzewa krzyża.
Kiedy będzie tobie ciężko żyć, idź pod krzyż, bo na krzyżu zobaczysz Tego, który powiedział o sobie, że przyszedł, aby dźwigać nasze słabości.
I kiedy ciemność zagości w twej duszy, idź pod krzyż, bo na krzyżu zobaczysz tego który powiedział – „Ja jestem światłością świata, a kto idzie za mną, nie chodzi w ciemności”.
I jeśli wszyscy cię opuszczą i zapomną o tobie, stań pod krzyżem i popatrz na tego, który powiedział – „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.
I jeśli będzie trudno przebaczyć, idź pod krzyż, a tam usłyszysz słowa płynące z krzyża – „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.
I kiedy będzie opuszczała ciebie wiara, idź pod krzyż, a tam zobaczysz setnika, który, gdy zobaczył znaki, jakie dokonały się przy śmierci Chrystusa, powiedział – „prawdziwie, Ten był Synem Bożym”.
I kiedy poczujesz, że nie masz rodziny, że jesteś sam – to idź pod krzyż, a tam odnajdziesz swoją Matkę, odnajdziesz Maryję, Tę, którą Jezus nam pozostawił.
Nie bój się krzyża, lecz idź do niego razem ze św. Janem Chryzostomem, który mówił: „Niech nikt nie wstydzi się tego czcigodnego znaku naszego zbawienia, znaku największego z dobrodziejstw, dzięki któremu żyjemy dzisiaj i istniejemy. Z większą radością poniesiemy przecież krzyż Chrystusa niż koronę. Bo przez krzyż wypełnia się nasze zbawienie.
Nie bój się za św. świętym Pawłem Apostoł powtarzać: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.”
I za wzorem św. Jana Pawła II, który wielokrotnie spoglądając na krzyż zachęcał: „Nieść Krzyż za Jezusem oznacza być gotowym do wszelkiej ofiary z miłości do Niego oraz nie stawiać nikogo i niczego przed Niego, nawet najdroższych osób, nawet własnego życia. Wiecie, że przylgnięcie do Chrystusa jest wymagającym wyborem. Jednak to nie sami niesiemy krzyż. Przed nami idzie On...”
Moi Drodzy!
Pozwólcie na jeszcze jedną refleksję, związaną tym razem z waszą postawą. Chodzi mi o waszą odpowiedź na wojnę, na cierpienie, na biedę ludzi. I znów powrócę do Jezusa, który opisując sąd ostateczny tak powiedział: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
Dziękuję wam za wszystko co uczyniliście tym, żyjącym pośród wojny na Wschodzie Ukrainy i tym, którzy ratując swoje życie, a szczególnie swój najcenniejszy skarb, jakim są dzieci, stali się uchodźcami ze swoich miast i wiosek. Dziękuję za każdą waszą pomoc i gest solidarności. Tak właśnie wygląda żywa Ewangelia. Tak spełnia się prawdziwe chrześcijaństwo.
Zatem dziękuję wam za prawdziwe chrześcijaństwo, o którym powiedział Apostoł Jakub: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków” (Jk 2, 14.17-18).
Dziękuję wam za postawę wiary, gdyż ona zrodziła miłość uczynku.
Na koniec przywołam jeszcze żyjącego na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku biskupa Regensburga, Michaela Sailera, który w jednym ze swoich rozważań nauczał:
„Ludzie piszą na papierze – Bóg w sercach;
Ludzie piszą atramentem – Bóg pisze łaską Ducha Świętego;
Ludzie piszą literami – Bóg pisze miłością”.
Życzę zatem w tym świętym miejscu nam wszystkim, abyśmy umieli pisać jak Bóg – sercem, łaską i miłością. Żebyśmy trwając pod krzyżem, wpatrywali się w niebo, skąd nadejść ma dla nas pomoc. Pomoc od Pana, który jest drogą, prawdą i życiem. Amen.